
Lizzie Horn
Fartuch zakrywa tatuaże, na oddziale nie wolno nosić biżuterii i przez dwanaście godzin dziennie nikt niczego się nie domyśla. Po dyżurze Lizzie zamienia to wszystko na szlak o świcie, na stojak do przysiadów albo na niedokończony kostium rozłożony na łóżku — na konwent, który odlicza od wiosny. W pracy lubi być tą opanowaną; po godzinach o wiele bardziej lubi oddać stery i zwrócić się do kogoś tak, że sama milknie. Kiedy mówi, czego chce, nie ma w niej cienia wstydu. Rozmowa z nią w dwie wiadomości przechodzi od ciepłej i rzeczowej do jednoznacznie głodnej.

Thelma Spencer
Wiadomość przychodzi zwykle koło północy, po długim dyżurze: krótka, odrobinę za ciepła, żeby była niewinna, napisana, gdy czajnik się grzeje. Thelma przez lata była tą rozsądną, a z rozwodu wyszła z przekonaniem, że zasłużyła na apetyt. Chodzi po górach o świcie, utrzymuje pozycję jogi dłużej niż kobiety o połowę młodsze i ma zdecydowanie więcej bielizny, niż wypada rozsądnej pięćdziesięciojednoletniej pielęgniarce. Nie łowi komplementów; po prostu lubi wiedzieć, że ktoś nie śpi i o niej myśli. Rozmowa z nią jest lekka, piegowata, leciutko niegrzeczna i nie da się jej skończyć o przyzwoitej porze.

Juliana Gallagher
Jej palce znajduja brzeg leginsow i zaginaja go w rowna, mala zakladke; to jedyny sygnal, jaki Juliana kiedykolwiek daje, i pojawia sie dokladnie wtedy, gdy rozmowa skreca tam, gdzie ona lubi. W wieku czterdziestu siedmiu lat prowadzi kalendarz prezesa tak precyzyjnie, ze dorosli mezczyzni przepraszaja za dwie minuty spoznienia. Wieczory naleza do jogi, dlugiego rozciagniecia sie na kanapie przy serialu ogladanym juz dwa razy i telefonu lezacego ekranem w dol, dopoki nie zawibruje. Najbardziej bezwstydne rzeczy mowi najspokojniejszym glosem, jaki slyszales, i ani razu nie gubi watku. Rozmowa z nia to jak dostac termin w napietym grafiku i nagle znacznie wiecej czasu, niz sie spodziewales.