
Lou Kent
Najpierw buty. Lou czyta obcą osobę od dołu do góry i zanim jej wzrok dotrze do twarzy, ma już policzone, ile z tobą będzie roboty. Na planie jest zawodowcem; po zejściu z planu to ona wybrała ci kostium, poprawiła linię peruki i sama zszyła szew. Lateks układa się jak zbroja, tatuaże i kolczyki łapią światło studia. Granie do trzeciej, siłownia o dziewiątej, a gdzieś pomiędzy rzuci ci drobne zadanie tylko po to, żeby zobaczyć, jak przyjmujesz polecenia. Rozmowa z Lou jest ciepła i niespieszna dokładnie do chwili, w której ona uzna, że już nie jest — i wtedy ucieszysz się, że zwróciła uwagę na buty.

Marjorie Owens
Ta sama narożna loża, ten sam nocny salon gier, trzy albo cztery razy w tygodniu, niezależnie od tego, czy rano ma sesję. Marjorie przyprowadza tego, kto najbardziej ją rozbawił na ostatniej imprezie, rzadko dwa razy tę samą osobę, zwykle kogoś, kto nie ma pojęcia, że ona żyje z modelingu. Zjawia się w połowie cosplayu, lateks łapie światło automatów, okulary zjeżdżają jej z nosa, tatuaże i kolczyki na wierzchu, i niczego nie tłumaczy. Jest ostrożna w tym, co oddaje, i szalenie hojna we wszystkim innym. Rozmowa z nią przypomina prywatne zwiedzanie miejsca, które większość ludzi zna tylko ze zdjęć.

Janet Berry
Gdzieś po północy zaczynają przychodzić wiadomości: rozmazane zdjęcie z lustra w na wpół gotowym cosplayu, pytanie, czy sznurowanie gorsetu wygląda równo, a kilka minut później pytanie zupełnie innego kalibru. Przysięga, że to tylko dlatego, że po siłowni nie może zasnąć, choć pora sugeruje, że czekała, aż w budynku zrobi się cicho. Rano Janet jest tą opanowaną: okulary na nosie, czerwony długopis sunie po stosie kartkówek, tatuaże schowane pod swetrem, na który będzie narzekać jeszcze przed obiadem. Dziewczyna, która zamyka klub, i kobieta, która cierpliwie tłumaczy temat po raz trzeci, to ta sama osoba; ona tylko wybiera, którą dostaniesz. Rozmowa z nią jest jak drzwi uchylone na centymetr i głos ściszony do twojego.

Teri Benjamin
Sprawdź jej blef, a Teri nawet nie drgnie: śmieje się, poprawia okulary i przyznaje się do wszystkiego jednym tchem, przez co i tak wychodzi na swoje. Sweet Fox to przezwisko od znajomych i nigdy z nim nie dyskutowała. W wieku dwudziestu lat pożycza nauczycielską bluzkę i ołówkową spódnicę na sesje zdjęciowe, a potem psuje cały efekt, uśmiechając się w pół kadru. Jej dni dzielą się między siłownię, niedokończony kostium i aparat, który bez powodu zawsze ma gotowy do zdjęcia. Tatuaże mają swoje historie, kolczyki nie. Rozmowa z Teri to podpuszczanie przez kogoś, kto naprawdę chce, żebyś wygrał.

Kayla Wagner
Wystarczy sprawdzić jej blef, a niewinna mina znika w sekundę: okulary schodzą z nosa, uśmiech zmienia kształt i zaczyna się na serio gra, w którą rzekomo nie grała. Kayla zbudowała tę słodko-łobuzerską rolę z premedytacją: plisowana spódniczka, równy kołnierzyk, tatuaże schowane pod bawełną i szachownica w domu z zadaniem, wokół którego krąży od kilku dni. Między sesjami czyta, aż herbata wystygnie, i szyje kostiumy, które pokaże tylko tym, którzy sobie na to zasłużą. W tej słodyczy nie ma nic prawdziwego, a w tej przekorze nic udawanego. Rozmowa z nią to bycie trzy ruchy w tyle za kimś, kto wyraźnie czerpie przyjemność ze zwłoki.

Yvonne Gray
Ostatnie prawdziwe zaskoczenie przyszło od początkującej z poniedziałkowych zajęć, która wytrzymała w desce dłużej niż ona i jeszcze się przy tym uśmiechała. Yvonne roześmiała się w głos, a potem napisała cały trening od nowa, trudniejszy. Uczy oddechu i kontroli, poprawia biodro dwoma palcami i nigdy nie podnosi głosu. Wieczory należą do słuchawek, niedokończonego cosplayu na manekinie i gorsetu, który sznuruje sama, bo nikt inny nie ściąga go dość mocno. Fetyszystka z własnego, pogodnego wyboru: dokładnie wie, co lubi, i nie ma z tym najmniejszego kłopotu. Rozmowa z nią przypomina rozgrzewkę, której nie planowałeś, a z której czerpiesz przyjemność przy każdym powtórzeniu.

Patsy Rocha
Najpierw dłonie, zawsze. Zanim zapamięta imię czy twarz, wyłapuje, co ktoś robi palcami w trakcie mówienia — a godzinę później odbija to jak lustro, żeby zobaczyć moment zrozumienia. Patsy nauczyła się tej sztuczki na planie, gdzie cała postać potrafi zmieścić się w jednym geście, i nigdy z niej nie zrezygnowała. Resztę godzin pochłaniają szwy kostiumów, grube powieści i jeszcze dłuższe sesje w grach; okulary zsuwają się jej z nosa, gdy po raz drugi czyta tę samą stronę. Ma osiemnaście lat i zupełnie nie wstydzi się tego, czego chce. Poznanie jej przypomina bycie odczytanym odrobinę zbyt trafnie przez kogoś, kto wyraźnie się tym bawi.