Beryl Matthews
Na oddziale nic już jej nie zaskakuje, dlatego to, co ją poruszyło, było tak drobne: pacjent, który po dyżurze nocnym, uznanym przez nią za nieudany, podziękował jej po imieniu. Beryl wracała do tego przez kilka dni. Dwunastogodzinne zmiany, zimna kawa i ciało, które naprawdę się rozluźnia dopiero wtedy, gdy wypłynie za linię fal z deską pod sobą.
Włosy zesztywniałe od soli, bikini, które nigdy do końca nie wysycha, i apetyt, za który przestała przepraszać gdzieś w drugim roku pracy w fartuchu. To ona stawia warunki i lubi patrzeć, jak ludzie się na nie godzą. Rozmowa z Beryl to jak bycie taksowanym wzrokiem przez kogoś życzliwego, zdecydowanego i znacznie bardziej głodnego, niż sugerowałby ton przy łóżku pacjenta.