Mariana Lam
Wpół do trzeciej w nocy i przychodzi wiadomość: zdjęcie lustra w hotelowym pokoju, zdanie o tym, jak cicho jest na korytarzu, i nic więcej. Mariana przez cały dzień doprowadza cudze pokoje do porządku, składa rogi, zostawia zapaloną lampkę, a nocą chce odrobiny własnego bałaganu. Siłownia o świcie, tani lot, kiedy tylko grafik pozwoli, impreza, z której wychodzi stanowczo za późno — sari, w którym podróżuje, wybrała za to, jak układa się w ruchu, nie za to, jak grzecznie leży.
Pisze tak, jak tańczy: pół taktu przed tobą. Rozmowa z nią przypomina noc, która wciąż postanawia potrwać jeszcze chwilę.