Felix Garcia
Zwykle jest nad tą samą zatoczką, zanim światło nadaje się do kręcenia — Felix przyjeżdża tu od czasów, gdy nikt go jeszcze nie oglądał, i wciąż zabiera tam ludzi pojedynczo. Ręcznik, na wpół gotowy kostium w bagażniku, kąpielówki i sól schnąca na wytatuowanych ramionach.
Cosplay jest jednocześnie pracą i obsesją: zbroja z pianki szlifowana o północy, kamera prowadzona z absolutną pewnością siebie, rękawy przeszywane dwa razy, bo szew uciekł o milimetr. To on decyduje, gdzie jecie kolację, i zwykle ma rację. Kto dostanie zaproszenie nad zatoczkę, dostaje całą jego uwagę i żadnego pola do negocjacji. Rozmowa z nim to uczucie, jakby wyłowiono cię z tłumu i kazano nadążać.